Macanie przy komputerze, czyli Logitech T620

Jestem zdecydowaną fanką różnych gadżetów, a myszki komputerowe można chyba zaliczyć. W ostatnich kilku miesiącach nabyłam dwie myszki. Mając jeszcze MacBook'a, używałam Magic Mouse od Apple. Uwielbiałam ją, ale szlag mnie trafiał, kiedy co miesiąc albo nawet częściej, musiałam zmieniać w niej baterie. Nie miałam podkładki ładującej, więc byłam skazana na częstą wymianę baterii. Rozstając się z Mac'iem, postanowiłam rozstać się również z Magic Mouse. Chciałam zastąpić ją czymś dobrej jakości, najlepiej częściowo dotykowym.

Rozpoczęłam więc poszukiwania, przeglądanie sklepów i stron producentów. Wahałam się między Logitech a Microsoftem, bo kiedyś już miałam myszki tych firm i odpowiadały mi. W końcu zdecydowałam się na Logitech T620.

Dlaczego taki wybór? Przede wszystkim bardzo spodobał mi się wygląd tej myszki :) W końcu jestem kobietą ;)

Prawda, że jest śliczna? Wygląda jak drogocenny kamień. Jest dostępna w bieli i czerni, ale ja wolałam czerń. Jest elegancka. Kształt ma nieco podobny to Magic Mouse, ale jest bardziej opływowa i wypukła na grzbiecie. Jest też trochę szersza. Myszka jest plastikowa, chociaż jej wierzch sprawia wrażenie szkła. Jest to tylko wrażenie, bo kiedy dotknie się powierzchni, od razu czuć, że to plastik. Od spodu mysz jest szara, ma klapkę, pod którą kryją się baterie (można też tam schować nadajnik od myszki) oraz laserowy czujnik optyczny.

Myszka jest odpowiednio ciężka, co pozwala na bardzo wygodne operowanie po biurku. Osobiście używam dość grubej podkładki pod myszkę, która ma materiałowe pokrycie. Jest to bardzo fajna i mięsista podkładka. Myszka śmiga po niej bez najmniejszego problemu. Nie wiem dokładnie ile waży T620, ale jest to dobra waga.

Co jeszcze można powiedzieć o tej myszce? Otóż fakt, że ma ona nawierzchnię dotykową, sprawia, że przewijanie stron czy dokumentów nie wymagania kręcenia kółkiem w nieskończoność. Dodatkowo, po zainstalowaniu oprogramowania Logitech, można skonfigurować gesty, których chcemy używać do obsługi komputera. Część gestów jest przeznaczona dla Windows 8 i 10. Krótko mówiąc - ułatwiają obsługę systemu, który jest przeznaczony też na urządzenia dotykowe.

Do myszki dołączony jest nadajnik fal radiowych, wpinany do portu USB. Jest to nadajnik Unify, co oznacza, że może on obsługiwać też inne urządzenia Logitech, które są kompatybilne z tą technologią. Producent twierdzi również, że myszka może działać do 6 miesięcy na jednych bateriach, ale, co ciekawe, może też działać na jednej baterii, tyle, że trochę krócej.

Na stronie producenta, myszka kosztowała prawie 300 zł, postanowiłam więc poszukać lepszej oferty. W końcu znalazłam ją na Allegro, za nieco ponad 100 zł. Stosunek wartości do ceny jest świetny, ale myślę, że więcej nie warto a nią płacić.

Ogólnie jest to myszka warta polecenia. Ja czasem mam drobny problem z jej poskromieniem, bo mi się klika nie to co powinno. Nie jest to nazbyt uciążliwe. Może to wina moich nieco rozbieganych palców? ;) Z całą pewnością jest to jednak fajna i wygodna myszka za sensowne pieniądze.

Druga myszka, o której chciałam krótko wspomnieć, to model Logitech M317c z serii Play Collection. Wybrałam wzór Francesca Fox, ale można wybrać inne fajne wzory i kolory.
 Myszka jest wygodna, mała i bardzo lekka. Jak dla mnie - za lekka. Jej plusy to na pewno to, że można ją wszędzie ze sobą zabrać. Jest oczywiście bezprzewodowa, a nadajnik można schować pod klapką na baterię. Jest też optyczna. Kupiłam ją za niecałe £10, czyli taniej niż sugerowana cena w Polsce. Będzie to dla mnie myszka awaryjna, bo nie podoba mi się jej lekkość i nie lubię zbytnio kręcenia kółkiem. Poza tym, nie mam do niej zastrzeżeń.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was moją dzisiejszą pisaniną. Chętnie się dowiem, jakie są Wasze odczucia na temat mojej opinii i tych myszek. Miłego wieczoru!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Review: The Little Book of Sloth Philosophy

Review: Pill