Prawie wiosna
Jak widać, nie mogłam się zebrać do pisania. Dopiero dzisiaj mnie natchnęło. Właściwie nie mam niczego wyjątkowego do opisania, ponieważ filmy, które oglądałam, w większości nie wywarły na mnie szczególnego wrażenia. Poza filmami, były książki i gry, więc może uda mi się wydziergać jakiegoś posta.
Jeszcze pod koniec lutego, obejrzałam film, na który czekałam od jakiegoś czasu - Gra Tajemnic. Mimo, że sam film był dość głośny, nie wiedziałam o nim wiele ponad to, że gra tam Cumberbatch i że jest o Enigmie. Okazało się, że moja wiedza była mocno ograniczona. Owszem, film jest o Enigmie, ale nie tylko. Przede wszystkim jest o tym, że jakimkolwiek geniuszem byś nie był, nie możesz być nikim innym niż białym, heteroseksualnym mężczyzną klasy średniej. Nic innego nie wchodzi w grę. To znaczy wtedy nie wchodziło. Pewnie jest wiele miejsc, gdzie to nadal obowiązuje... Ale ja nie o tym. Turing, bo to o nim jest ten film, był nie całkiem szczęśliwym człowiekiem. Najpierw był nieszczęśliwie zakochany, a następnie trafił w tryby wojska, gdzie miał zająć się rozszyfrowaniem Enigmy, gdzie właściwie nikt go nie rozumiał. Jego Asperger mocno ograniczał łatwość kontaktów międzyludzkich, a do tego dochodziła jego nieheteronormatywność. O tym, że jest trudny w kontaktach, wiedział każdy. O tym, że jest gejem, nikt nie mógł wiedzieć, bo źle by się to skończyło. Koniec filmu, z którego dowiadujemy się, jak bardzo społeczeństwo go skrzywdziło, złamał mi serce. Dawno nie byłam taka zniesmaczona ludźmi i tym, jak traktują bliźnich. Mocno mnie ta historia poruszyła, mimo, że zupełnie się tego nie spodziewałam.
Obejrzałam też w końcu Teorię Wszystkiego. I... Cóż, nie powaliła mnie. Film, jak i opowiedziana historia, są fajne. Wiadomo, Hawking jest człowiekiem wybitnym. Niemniej sam film jest mdły i brak mu iskry. Eddie Redmayne zdecydowanie dał radę, ale to właściwie tyle. Myślę, że więcej bym tego nie obejrzała.
Z innych filmów, wspomnę przeuroczego Paddingtona (naprawdę przeurocza historia), nieco zepsuty Projekt Lazarus, 2 i 3 część Naznaczonego (jedna gorsza od drugiej) i najnowszego Terminatora. Może w święta uda mi się nadrobić jakieś serialowe i filmowe zaległości. Jeśli tak, wspomnę o tym w następnym poście.
Zorientowałam się też właśnie, że moje czytanie wymagałoby kolejnego posta, bo zrobiło się tych nieopisanych, a przeczytanych książek sporo. Może jednak spróbuję co nieco o nich napisać, w skrócie.
Zaraz po skończeniu Pielgrzyma, wzięłam się za Ginekologów Jurgena Thorwalda. Uwielbiam historie medyczne, a im bardziej skomplikowane, tym lepiej. Czytając historię rozwoju tej gałęzi medycyny, dość często mnie zatykało z wrażenia. Jeszcze początki XX wieku były mocno krwawe i równie mocno nieprzyjemne dla pacjentek. Pozostaje się cieszyć, że obecnie, żyjąc w tzw. Pierwszym Świecie, mamy dostęp do przyzwoitej opieki ginekologicznej. W przeszłości kobiety musiały mieć naprawdę końskie zdrowie, żeby przeżyć poród, nie mówiąc już o jakichkolwiek zabiegach, chorobach albo raku. Myślę, że każdy powinien przeczytać o tym, jak to kiedyś bywało i mieć nadzieję, że nigdy się to nie powtórzy.
Kolejna książka była trochę do czytania, a trochę do oglądania - Hyperbole and a Half Allie Brosh. Jest to, jak się okazało, książkowa wersja bloga o tym samym tytule. Przyznam, że nie miałam o tym pojęcia. Sama książka jest opowieścią o życiu Allie, a właściwie o różnych historiach z jej życia. Większości historii jest tak śmieszna, że płakałam ze śmiechu, dosłownie. Było też kilka smutniejszych momentów, ale równie świetnie napisanych i narysowanych. Polecam!
Folklor Świata Dysku Pratchetta był fajny, ale nie powalający. Trochę byłam chwilami znudzona.
Przeczytałam też, właściwie spodziewając się czegoś innego, taką dziwną książkę - Everything is going to be great Rachel Shukert. Książka nosi podtytuł "An underfunded and overexposed European grand tour". Właśnie to mnie zmyliło. Rachel jest - przynajmniej w tej książce - niezbyt rozgarniętą Amerykanką, która chciała zostać aktorką. Ba, nawet skończyła szkołę w tym kierunku. Spora część książki dzieje się w NYC, gdzie nasza bohaterko-autorka studiuje i potem trochę pracuje, a dodatkowo zalicza sporo kolesi. Następnie trafia do Europy, gdzie spędza czas w Wiedniu, a następnie w Amsterdamie. Co robi? Właściwie głównie sypia z zajętym facetem, który jest ciulem. Ku memu zdziwieniu, książka kończy się happy endem i tym, że Rachel trochę dojrzewa. Jednak chyba nie mogę tej książki polecić.
Ostatnie dwie książki, to 2 tomy jednej historii - First Activation i Second Activation braci Wearmouth. Jest to historia dwóch braci, którzy polecieli na weekend do NYC, a trafili w środek rzezi spowodowanej przez tajemniczą organizację. Obaj są byłymi wojskowymi, którzy potrafią odnaleźć się w chaosie, który ogarnął świat. Podróżują przez stan Nowy Jork i te sąsiadujące, spotykając po drodze wrogów i przyjaciół. Powoli odkrywają, co spowodowało cały problem i próbują zakończyć problem. Nie jest to wybitna literatura, ale czyta się to fajnie i szybko, szczególnie pierwszy tom.
Między czytaniem i oglądaniem TV, pogrywam trochę w nowego Hitmana. Takie też mam plany na nadchodzące święta. A Wam, drodzy czytelnicy, życzę spokoju i przyjemności :)
Jeszcze pod koniec lutego, obejrzałam film, na który czekałam od jakiegoś czasu - Gra Tajemnic. Mimo, że sam film był dość głośny, nie wiedziałam o nim wiele ponad to, że gra tam Cumberbatch i że jest o Enigmie. Okazało się, że moja wiedza była mocno ograniczona. Owszem, film jest o Enigmie, ale nie tylko. Przede wszystkim jest o tym, że jakimkolwiek geniuszem byś nie był, nie możesz być nikim innym niż białym, heteroseksualnym mężczyzną klasy średniej. Nic innego nie wchodzi w grę. To znaczy wtedy nie wchodziło. Pewnie jest wiele miejsc, gdzie to nadal obowiązuje... Ale ja nie o tym. Turing, bo to o nim jest ten film, był nie całkiem szczęśliwym człowiekiem. Najpierw był nieszczęśliwie zakochany, a następnie trafił w tryby wojska, gdzie miał zająć się rozszyfrowaniem Enigmy, gdzie właściwie nikt go nie rozumiał. Jego Asperger mocno ograniczał łatwość kontaktów międzyludzkich, a do tego dochodziła jego nieheteronormatywność. O tym, że jest trudny w kontaktach, wiedział każdy. O tym, że jest gejem, nikt nie mógł wiedzieć, bo źle by się to skończyło. Koniec filmu, z którego dowiadujemy się, jak bardzo społeczeństwo go skrzywdziło, złamał mi serce. Dawno nie byłam taka zniesmaczona ludźmi i tym, jak traktują bliźnich. Mocno mnie ta historia poruszyła, mimo, że zupełnie się tego nie spodziewałam.
Obejrzałam też w końcu Teorię Wszystkiego. I... Cóż, nie powaliła mnie. Film, jak i opowiedziana historia, są fajne. Wiadomo, Hawking jest człowiekiem wybitnym. Niemniej sam film jest mdły i brak mu iskry. Eddie Redmayne zdecydowanie dał radę, ale to właściwie tyle. Myślę, że więcej bym tego nie obejrzała.
Z innych filmów, wspomnę przeuroczego Paddingtona (naprawdę przeurocza historia), nieco zepsuty Projekt Lazarus, 2 i 3 część Naznaczonego (jedna gorsza od drugiej) i najnowszego Terminatora. Może w święta uda mi się nadrobić jakieś serialowe i filmowe zaległości. Jeśli tak, wspomnę o tym w następnym poście.
Zorientowałam się też właśnie, że moje czytanie wymagałoby kolejnego posta, bo zrobiło się tych nieopisanych, a przeczytanych książek sporo. Może jednak spróbuję co nieco o nich napisać, w skrócie.
Zaraz po skończeniu Pielgrzyma, wzięłam się za Ginekologów Jurgena Thorwalda. Uwielbiam historie medyczne, a im bardziej skomplikowane, tym lepiej. Czytając historię rozwoju tej gałęzi medycyny, dość często mnie zatykało z wrażenia. Jeszcze początki XX wieku były mocno krwawe i równie mocno nieprzyjemne dla pacjentek. Pozostaje się cieszyć, że obecnie, żyjąc w tzw. Pierwszym Świecie, mamy dostęp do przyzwoitej opieki ginekologicznej. W przeszłości kobiety musiały mieć naprawdę końskie zdrowie, żeby przeżyć poród, nie mówiąc już o jakichkolwiek zabiegach, chorobach albo raku. Myślę, że każdy powinien przeczytać o tym, jak to kiedyś bywało i mieć nadzieję, że nigdy się to nie powtórzy.
Kolejna książka była trochę do czytania, a trochę do oglądania - Hyperbole and a Half Allie Brosh. Jest to, jak się okazało, książkowa wersja bloga o tym samym tytule. Przyznam, że nie miałam o tym pojęcia. Sama książka jest opowieścią o życiu Allie, a właściwie o różnych historiach z jej życia. Większości historii jest tak śmieszna, że płakałam ze śmiechu, dosłownie. Było też kilka smutniejszych momentów, ale równie świetnie napisanych i narysowanych. Polecam!
Folklor Świata Dysku Pratchetta był fajny, ale nie powalający. Trochę byłam chwilami znudzona.
Przeczytałam też, właściwie spodziewając się czegoś innego, taką dziwną książkę - Everything is going to be great Rachel Shukert. Książka nosi podtytuł "An underfunded and overexposed European grand tour". Właśnie to mnie zmyliło. Rachel jest - przynajmniej w tej książce - niezbyt rozgarniętą Amerykanką, która chciała zostać aktorką. Ba, nawet skończyła szkołę w tym kierunku. Spora część książki dzieje się w NYC, gdzie nasza bohaterko-autorka studiuje i potem trochę pracuje, a dodatkowo zalicza sporo kolesi. Następnie trafia do Europy, gdzie spędza czas w Wiedniu, a następnie w Amsterdamie. Co robi? Właściwie głównie sypia z zajętym facetem, który jest ciulem. Ku memu zdziwieniu, książka kończy się happy endem i tym, że Rachel trochę dojrzewa. Jednak chyba nie mogę tej książki polecić.
Ostatnie dwie książki, to 2 tomy jednej historii - First Activation i Second Activation braci Wearmouth. Jest to historia dwóch braci, którzy polecieli na weekend do NYC, a trafili w środek rzezi spowodowanej przez tajemniczą organizację. Obaj są byłymi wojskowymi, którzy potrafią odnaleźć się w chaosie, który ogarnął świat. Podróżują przez stan Nowy Jork i te sąsiadujące, spotykając po drodze wrogów i przyjaciół. Powoli odkrywają, co spowodowało cały problem i próbują zakończyć problem. Nie jest to wybitna literatura, ale czyta się to fajnie i szybko, szczególnie pierwszy tom.
Między czytaniem i oglądaniem TV, pogrywam trochę w nowego Hitmana. Takie też mam plany na nadchodzące święta. A Wam, drodzy czytelnicy, życzę spokoju i przyjemności :)
Komentarze
Prześlij komentarz